Tytuł polski: "Pies Baskerville'ów"
Tytuł oryginalny: "The Hound of the Baskervilles"
Seria: Sherlock Holmes
Autor: Arthur Conan Doyle
Tłumaczenie: przekład anonimowy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 1997
Ilość stron: 175
Ocena: 4.5/6
Tytuł oryginalny: "The Hound of the Baskervilles"
Seria: Sherlock Holmes
Autor: Arthur Conan Doyle
Tłumaczenie: przekład anonimowy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 1997
Ilość stron: 175
Ocena: 4.5/6
Zaczęło się od rewelacyjnego serialu, który przeniósł słynnego detektywa we współczesność. Jednak dopiero drugi sezon obudził we mnie potrzebę zmierzenia się z literackim pierwowzorem. Na moje nieszczęście, nie było pierwszej powieści o Sherlocku Holmesie, "Studium w szkarłacie". Jednak wspomniana produkcja przygotowała mnie na zarys postaci słynnego detektywa, a po kilku stronach wiedziałam, że "Psa Baskerville'ów" można czytać w oderwaniu od innych historii.
Proza Arthura Conana Doyle'a ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Nie ulega jednak wątpliwości, że postać genialnego detektywa z wiktoriańskiej Anglii na trwale wpisała się w światowy kanon postaci literackich. Z początku nie zapowiadało się najlepiej, nie mogłam się wciągnąć i co kilka stron odkładałam książkę na bok. Winnym po trochu jest sam serial, ponieważ wiele cytatów, scen przypominało mi właśnie tę produkcję. Zaczęłam odpływać myślami chichocząc pod nosem. W końcu zaskoczyło, kiedy John Watson pojechał do Dartmoor i zaczęło się właściwe śledztwo. Od tego momentu zaczęłam kierować się w stronę zwolenników prozy Doyle'a.
W tej krótkiej powieści mamy nietuzinkowe postacie, mocno zarysowaną intrygę i przede wszystkim klimat. Osadzenie większości akcji w nieco groteskowym Dartmoor, otoczonym zdradzieckimi, niepokojącymi terenami, gdzie co jakiś czas rozlega się wycie jakiegoś zwierzęcia, działa na wyobraźnię. Widząc wszystko oczami Johna Watsona, wykształconego lekarza, nie tkwimy w rozbudowanych, naznaczonych metaforami opisach i przemyśleniach. Właśnie ta rzeczowość, podparta umiejętnym budowaniem akcji pozwoliła mi wciągnąć się w akcję, szukając winnego śmierci sir Charlesa Baskerville'a. Jako, że nie jestem zahartowanym czytelnikiem powieści detektywistycznych - z przyjemnością dałam się zaskoczyć.
Przyznaję się, że moja wyobraźnia nie mogła sobie poradzić z wizją Sherlocka w wiktoriańskim rynsztunku. Połączenie współcześnie wyglądających głównych bohaterów i dziewiętnastowiecznej Anglii, nadało lekturze sporej dozy oryginalności oraz humoru. Nie zmienia to jednak faktu, że postacie detektywa oraz jego przyjaciela, ich wzajemne relacje nie dają się zatrzeć przez znane już interpretacje. Z pewnością przeczytam pozostałe książki i opowiadania, by wraz z trzecim sezonem serialu, mieć jeszcze więcej przyjemności z oglądania.
W tej krótkiej powieści mamy nietuzinkowe postacie, mocno zarysowaną intrygę i przede wszystkim klimat. Osadzenie większości akcji w nieco groteskowym Dartmoor, otoczonym zdradzieckimi, niepokojącymi terenami, gdzie co jakiś czas rozlega się wycie jakiegoś zwierzęcia, działa na wyobraźnię. Widząc wszystko oczami Johna Watsona, wykształconego lekarza, nie tkwimy w rozbudowanych, naznaczonych metaforami opisach i przemyśleniach. Właśnie ta rzeczowość, podparta umiejętnym budowaniem akcji pozwoliła mi wciągnąć się w akcję, szukając winnego śmierci sir Charlesa Baskerville'a. Jako, że nie jestem zahartowanym czytelnikiem powieści detektywistycznych - z przyjemnością dałam się zaskoczyć.
Przyznaję się, że moja wyobraźnia nie mogła sobie poradzić z wizją Sherlocka w wiktoriańskim rynsztunku. Połączenie współcześnie wyglądających głównych bohaterów i dziewiętnastowiecznej Anglii, nadało lekturze sporej dozy oryginalności oraz humoru. Nie zmienia to jednak faktu, że postacie detektywa oraz jego przyjaciela, ich wzajemne relacje nie dają się zatrzeć przez znane już interpretacje. Z pewnością przeczytam pozostałe książki i opowiadania, by wraz z trzecim sezonem serialu, mieć jeszcze więcej przyjemności z oglądania.


Aż wstyd się przyznać, że nic tego autora nie czytałam. Trzeba to zmienić w najbliższym czasie. :)
OdpowiedzUsuńSama ma wiele podobnych powodów do wstydu, ale trzeba wyluzować - przyjdzie właściwy czas i się przeczyta. :)
UsuńMnie zastanawia fakt, że Twój komentarz znalazłam w spamie. To dopiero zagadka dla SH.
Mierzysz się z klasyką : )
OdpowiedzUsuńZ chęcią sięgnę, bo nie znam, a serialu nie widziałem więc żadnych skrzywień nie mam ; )
Mierzę się, prawda. Jak się ma taką motywację, to nic dziwnego.
UsuńA serial polecam. :)
Ja jestem totalnie nie serialowe zwierze i nawet za ekranizację mojego ukochanego Martina nie mogę się zabrać : ) Wolę czytać.
UsuńJestem ogromną fanką Holmesa, ale książek jakoś nie czytałam... Muszę w końcu sięgnąć po jakąś prozę sir Doyle'a
OdpowiedzUsuńJest dużo Sherlocka do czytania. Miłej lektury. :)
UsuńMoja ulubiona Doyla, cieszę się, że i tobie sie podobała:) Z pewnych powodów cieszę się, że czytałam to już dawno, bo XIX wiek nie wydaje mi sie byc nie na miejscu i lubię tą atmosferę zabobonów i diabła:)
OdpowiedzUsuńAle na dzień dzisiejszy, Sherlock i tam ma dla mnie tylko jedną twarz:)
Atmosfera zabobonów jest świetna, ale fakt - teraz Sherlock ma jedną twarz, Cumberbatcha i w tym przypadku czytanie miało osobliwy urok. ;)
UsuńNie oglądałam serialu, a książka bardzo przypadła mi do gustu. Czytałam ją jakiś czas temu. :)
OdpowiedzUsuńTo co? Pora na mały serialik? ;)
Usuń