Tytuł: Nowa Fantastyka
Numer: 02 (353) 2012
Redaktor Naczelny: Jakub Winiarski
Wydawca: Prószyński Media Sp. z.o.o.
Ilość stron: 78
Typ: Miesięcznik
Cena: 9,99 zł
Numer: 02 (353) 2012
Redaktor Naczelny: Jakub Winiarski
Wydawca: Prószyński Media Sp. z.o.o.
Ilość stron: 78
Typ: Miesięcznik
Cena: 9,99 zł
Kiedy postanowienie nabycia lutowego numeru "Nowej Fantastyki" weszło w fazę oddzielenia banknotu 10 złotowego od puli zwanej "budżetem", w skrzynce znalazłam tę niespodziewaną przesyłkę. Patrząc na okładkę, przez moment żałowałam, że wróżki nie są zielone. Wtedy spodziewałabym się tekstu o wpływie delirium tremens na proces tworzenia oryginalnych rzeczywistości fantastycznych. A tak czytelnicy zostaną oprowadzeni po świecie baśni, poznają genealogię smoka i przyswoją sobie, że "miotacz ognia kiepsko się sprawdza przeciw zombie"*
"Ekran pełen baśni" (str. 4) Jerzego Rzymowskiego stanowi omówienie zjawiska, które ostatnio przybrało na sile. Mowa oczywiście o przerabianiu baśni na język filmowy. Poza dwiema wersjami opowieści o królewnie Śnieżce ("Mirror, mirror", "Snow White and the huntsman") na kanałach amerykańskich stacji można oglądać "Once upon a time" i "Grimm". Rzymowski w klarowny i interesujący sposób żongluje faktami, ciekawostkami i spostrzeżeniami. Całość dostaje ode mnie dodatkowego plusa za zdjęcie Rachel Weisz w kostiumie królewny Śnieżki. Do tej aktorki mam nieziemską słabość. Mam nadzieję, że któregoś dnia ten temat zostanie omówiony pod kątem literatury. Wątek filmowy jest kontynuowany "Azylem dla kiepskich filmów" (str. 10) Mateusza Albina. Jeśli zastanawiacie się kto stoi za takim hitem jak "Titanic 2" (nie mam nawet odwagi zobaczyć zwiastuna), wreszcie znajdziecie odpowiedź. Czy teatr może czerpać z fantastyki pełnymi garściami? "Doktor Jekyll i mister Joker" (str. 12) Michała Hernesa pokazuje, że tak. Mnie osobiście do teatru nie po drodze, ale po wciągającym tekście byłam gotowa machnąć ręką na swoją wadę słuchu, aby tylko doświadczyć jednego z omawianych spektakli.
Udajemy się na łąki literatury, a na niej widzimy dziwne, jaszczurowate stworzenia - to "Smoki niebanalne" (str. 8) spisane przez Artura Szrejtera. Jaki jest smok to każdy wie, ale nim Tolkien stworzył kanoniczny model - legendy, sięgające dawnych czasów, różnie je opisywały. Tekst pojawił się w bardzo trafionym dla mnie czasie. Kiedy próbuję sobie wyobrazić smoka, widzę jedynie Benedicta Cumberbatcha, który w "Hobbicie" Petera Jacksona da głos oraz ruchy Smaugowi. Z czym się wam kojarzy coming out? Z przyznaniem się do odmiennej orientacji seksualnej? W świecie literatury nie brakuje pisarzy, którzy fantastykę traktują z pogardą, chociaż ich twórczość ociera się o urągający im gatunek. "Głównonurtowy coming out" (str. 14) Jakuba Winiarskiego daje ciekawe spojrzenie na dość zabawne zjawisko.
Obsada felietonistów pozostaje bez zmian, czyli witajmy w męskim świecie. Na powitanie "Atak klonów" (polska odpowiedź) Jakuba Ćwieka (str. 3) stawiające tezę, z którą od dawna się zgadzam - liczba pomysłów na tym świecie jest skończona. Czy boleję nad tym faktem? Niekoniecznie, bo zdarty motyw zawsze można odświeżyć - trzeba mieć tylko talent i... pomysł. "Pokazuj i opowiadaj. Minihistorie" (str. 63) Michaela J. Sullivana to kolejna odsłona rad dla piszących. Osobiście oznajmiam, że dzień w którym zniknie ta rubryka, zaleje się moimi łzami. "Siedem miliardów i rośnie" (str. 72) Rafała Kosika to rozbrajające rozważania na temat przeludnienia i pomysłach na zniwelowanie katastroficznych skutków tego zjawiska. Chociaż skrzywiłam się na wspomnienie Cejrowskiego, to moje postanowienie odnośnie przeczytania jego powieści pozostaje aktualne. Poważniej jest u Petera Wattsa, którego "Podbici przez obcych" (str. 73) są czystym rozważaniem nad miejscem psychopatów w społeczeństwie. Czytam kolejny raz, kiwam głową i dochodzę do wniosku, że wygodniej jest być jednak w tej mniejszości. Na sam koniec Łukasz Orbitowski dołożył cegiełkę do stosu filmów do obejrzenia. "Drzwi do krainy dzieciośmierci" (str. 78) są recenzją niemieckiego filmu z 2009 roku. "Drzwi" mają w obsadzie Madsa Mikkelsena ("Jabłka Adama", "Casino Royale"), jednego z najciekawszych europejskich aktorów. Bo choć film nie jest idealny, Duńczyk potrafi to sobą przesłonić.
Opowiadania prezentują większe zróżnicowanie w porównaniu z poprzednim numerem. Znów miałam do czynienia z autorami, których nie miałam okazji przeczytać. "Konfrontacja Elaine Housemann" (str. 17) Istvana Vizvary'ego przywodzi na myśl klasyczne opowieści detektywistyczne, które zmierzają w stronę sennego koszmaru. Łatwo się pogubić w tym szaleństwie, ale mimo to wciąga. "Eustachy Soplica konta półdemon" (str. 24) Karola Mitki jest przykładem specyficznego humoru, który nie każdemu się spodoba. Zbyt dużo tu rubaszności z wulgarnością, której nie są w stanie przysłonić dowcipy i sekwencje wyższego sortu. Złe wrażenie szybko znika wraz z początkiem "Zapisanych w snach" (str. 31) Jarosława Sopińskiego. Świetny styl autora uczynił z opowiadania science - fiction lekturę klimatyczną i niepozbawioną refleksji. Podobnie niepokojący, choć mniej wciągający, jest "Dzień niepodległości" (str. 40) Sarah Langan. Wizja przyszłości nie nastraja optymistyczne, a po przeczytaniu nie sposób pozbyć się wrażenia otaczającego brudu. "Ambasador" (str. 49) Petera Wattsa jest powiązany ze światem "Ślepowidzenia", którego jeszcze nie przeczytałam. To zupełnie nie przeszkadza w odbiorze tekstu, rasowego przedstawiciela science - fiction. Na koniec coś absurdalnego, osobliwego. Coś co wypaczyło moje podejście do gry "Heroes Might & Magic". "Bogowie co drugiej środowej nocy" (str. 54) S. L. Farrella nie tylko roztacza wizję gier RPG z perspektywy postaci. Do tego ma się wrażenie, że autor siedzi obok i niczym płyta z dodatkami, zasypuje dodatkowymi uwagami.
Tradycyjnie nie brakuje masy recenzji książek, komiksów i filmów. Od tego numeru za pozycję obowiązkową uważam "Nie jestem seryjnym mordercą" Dana Wellsa. Po recenzji Marcina Zwierzchowskiego (str. 65) muszę ją przeczytać.
Tak patrzę na ten tekst, jaki mi hurraoptymistyczny wyszedł. Gdzie tu jakiś hak znaleźć, coś do zgnojenia? Poza opowiadaniem Mitki (chociaż wątek z Lindą jest zacny), numer prezentuje poziom warty swojej ceny. Marcowy numer jest pewny, a na opowiadanie Ursuli Le Guin już zacieram ręce.
Tak patrzę na ten tekst, jaki mi hurraoptymistyczny wyszedł. Gdzie tu jakiś hak znaleźć, coś do zgnojenia? Poza opowiadaniem Mitki (chociaż wątek z Lindą jest zacny), numer prezentuje poziom warty swojej ceny. Marcowy numer jest pewny, a na opowiadanie Ursuli Le Guin już zacieram ręce.
--------
* niezastąpiona stopka redakcyjna. ^^
* niezastąpiona stopka redakcyjna. ^^

No, to wracając z pracy zahaczę o punkt z prasą, gdzie mają NF : )
OdpowiedzUsuńMiłej lektury. :)
UsuńZnowu ktoś wspomina o NF, muszę wreszcie kupić. : )
OdpowiedzUsuńWarto się przekonać,. Poziom nawet dla mnie jest zaskoczeniem, oczywiście miłym. :)
UsuńA ja nawet nie wiedziałam o takim czasopiśmie. W fantastyce się nie lubuję, jednak jak zawsze miło do Ciebie wpaść i co nieco przeczytać. A propos baśni przeniesionych na ekrany w ferie planuję w końcu obejrzeć ekranizajcę "Lwa, czarownicy i starej szafy". :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa. Podejrzewam, że o wielu czasopismach sama nie wiem. ;)
UsuńA ta ekranizacja to z roku 2005 czy z 1988 od BBC?
Hmmm, z 1988 roku na pewno nie. Myślę, że ta późniejsza. :)
UsuńJa już myślałam, że nikt Mitki nie wyciągnie na światło dziennie i nie skomentuje ;) Czekałam tak strasznie na jakieś opinie, a tu większość recenzji w ogóle to opowiadanie omija szerokim łukiem. Ja napisałam po prostu, że dla mnie jest beznadziejne, ale może się nie znam. Jest to podobnież utwór, który ma nawet swój odosobniony gatunek i swoich gorących zwolenników - o dziwo ;) Ale cóż - jedni lubią rubaszność i wulgarność, a ja na przykład za bardzo sobie chwale łzawość i romantyczność - musi być na tym świecie harmonia, no nie? ;)
OdpowiedzUsuńMuszę nadrobić inne recenzje tego numeru. Unikałam, by podświadomie się nie zasugerować. Owo opowiadanie nawet mnie wprawiało w zażenowanie.
UsuńWielce zacny ten numer, oj, wielce zacny :)
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy nie lepszy od styczniowego. :)
UsuńMagazyn ciekawy. Najbardziej podobał mi się tytuł z okładki o baśniach. Opowiadania wyszły całkiem, całkiem oprócz tego o Eustachym (czy jakoś tak)
OdpowiedzUsuńTekst o baśniach jest bardzo dobry. Różnorodność tematyczna tekstów jest godna pochwały. A owo opowiadanie jest dla bardzo specyficznej grupy odbiorców. Jednak z jakiegoś powodu zostało opublikowane.
UsuńInteresuje mnie właściwie ten jeden artykuł o retellingach baśni.
OdpowiedzUsuńArtykuł jest dobry, choć dla zagłębionych w temat niezbyt odkrywczy. Reszta numeru też jest warta uwagi, no prawie cała reszta.
UsuńOpowiadania już dawno przestały mnie interesować. Wiem, że JeRzy zwykle pisze prześlizgując się po powierzchni tematu, ale też taka jest specyfika pisma.
UsuńOpowiadania długo mnie odrzucały, a teraz staram się czytać w miarę dużo. Aby zagłębić się bardziej w temat musiałby mieć do dyspozycji więcej niż 4 strony i pewnie bez obrazków. Masz rację, taka specyfika pisma - zarzucić garść przynęt, a czytelnik jak zechce to zgłębi temat.
UsuńHe he, widzę, że nie tylko ja nie trawię Mitki.;) A na Le Guin też czekam ze zniecierpliwieniem - ostatnio mam na nią straszną fazę.;)
OdpowiedzUsuńOgólny zarys opowiadania jest dobry, tylko Mitka zarżnął potencjał swoim "poczuciem humoru".
UsuńLe Guin jeszcze nie znam i liczę, że opowiadanie wzbudzi we mnie potrzebę przeczytania w najbliższej przyszłości.
CHyba naprawdę zacznę się poważniej zastanawiać nad przeznaczeniem 10 zł miesięcznie na NF.
OdpowiedzUsuńKolejna pozytywna opinia :)
A w marcowym numerze jednak nie zamieszczą opowiadania LeGuin :(
"Z przykrością informujemy, że w "NF" 3/2012 nie opubilkujemy opowiadania Ursuli K. Le Guin. Jest nam bardzo przykro, ale wynikły pewne komplikacje na skutek nieporozumienia z agentką autorki (pozwolicie, że nie będziemy się wdawać w szczegóły), które uniemożliwiły druk. Postaramy się nadrobić to w przyszłości i wybrać inny tekst Le Guin.
Zamiast "Dzikusek" opublikujemy "Magię" Leonida Kaganowa - autora znanego z łam "NF" (bardzo ciekawe opowiadanie w klimatach post-apo).
Jeszcze raz bardzo przepraszamy tych, którzy czekali na opowiadanie Ursuli K. Le Guin."
Dzięki za informację. Cóż, tak bywa, nie mnie kierować pretensji do Redakcji. Jednak post-apo to moje klimaty, więc czekam z równym zainteresowaniem.
UsuńPostApo też ma swój urok :)
OdpowiedzUsuńZobaczymy,może w marcu się skuszę i zakupię,tylko wpierw muszę gdzieś dorwać NF, bo w moim osiedlowym sklepiku raczej jej nie mają :P
Też nie mogę sobie wyobrazić, co się stanie, gdy Sullivan skończy swój cykl dla młodych pisarzy. Oby jak najpóźniej ;)
OdpowiedzUsuńKiedyś się skończy, ale czytając go czuję się jak Kolumb, który zmierzał do Indii a odkrył Amerykę. ^^
Usuń