czwartek, 1 marca 2012

Talizman z jeziora, Agnieszka Kumor

Tytuł oryginalny: Talizman z jeziora
Autor: Agnieszka Kumor
Wydawnictwo: G+J
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 159
Ocena: 2/6


Nie wiem czego się spodziewałam sięgając po książkę Agnieszki Kumor - aktorki, dziennikarki i tłumaczki. Może to naprawdę udana i intrygująca okładka, a może chodzi o ciekawość. Co tak naprawdę może kryć się za hasłem: "Baśń ery internetowej"? Po książce innej polskiej autorki, Izabeli Szolc, mamy kolejny przykład, kiedy hasło promocyjne okazuje się być strzałem w stopę. Tak jak w "Strzeż się psa" było zbyt mało psiego kryminału, tak w "Talizmanie z jeziora" wiele brakuje do miana baśni.


To była jedna z najdłużej czytanych 150 stronicowych książek w mojej historii. Jakiś wewnętrzny upór kazał mi przebrnąć, skoro to taka cienka (objętościowo) książka. Narracja pierwszoosobowa została sprawnie napisana, póki główna bohaterka trzyma się rzeczywistości. W końcu Kumor napisała subiektywne przewodniki po stolicy Francji, gdzie dzieje się większość akcji "Talizmanu z jeziora". Motywy fantastyczne jeszcze na początku są intrygujące w swej prostocie. Bohaterka trafia do biblioteki, gdzie za tajemniczymi drzwiami kryją się historie wyjęte z innych czasów. Wszystko dosłownie "siada", kiedy wraz z bibliotekarzem podejmuje się misji połączenia Emmy i Thomasa. Miłość jest ważna, ale ciągłość i klarowność fabuły jest pierwszorzędna. 

Pomijając to, że książka zupełnie mnie nie wciągnęła, a postacie były równie zajmujące co zeszłoroczny śnieg, kulała sama historia. Agnieszka Kumor starała się nadać jej baśniowy charakter, wykorzystując bardziej klasyczne środki i typy postaci. Przez cały czas kołatały mi się w głowie różne pytania: "Gdzie tu baśń ery internetowej?", "Czemu Thomas i Emma, a nie Zdzisia i Kajetan?", "Muszę pościerać kurz" itp. Brakowało mi wprowadzenia, wyjaśnienia wątków fantastycznych, które są bo są. Tajemniczość jest w cenie, ale przy tak topornie poprowadzonej akcji (która przypominała odhaczanie punktów planu), zostaje odebrana jako nieudolność.

Pomysł na książkę był dobry, ale zabiło go wykonanie. Nie wiem dla kogo tak naprawdę miała być "Talizman z jeziora". Z tyłu okładki pisze, że "dla młodych, którym spieszno do dojrzałości, i dla starszych, którzy patrzą na świat oczami dzieci". Powieść sprawia wrażenie pisanej po łebkach, z goniącym terminem na karku. Gdyby chociaż zostało wyjaśnione co jest takiego wyjątkowego w Thomasie i Emmie, że narratorka z nowo poznanymi towarzyszami zamiast do psychiatryka, idzie na spotkanie z Olbrzymem z Laggan. A tak historia, jak na baśń, sprawia wrażenie zupełnie od czapy. Trochę szkoda, że autorka nie przemyślała całości o wiele dokładniej. Tymczasem rozpoczęłam proces wypierania "Talizmanu z jeziora" z pamięci.

4 komentarze:

  1. Współczuję straconego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż ten czas zaowocował ostrzeżeniem dla niezdecydowanych, to nie wydaje się być aż tak stracony. ;)

      Usuń
  2. A ja byłam z jakichś przyczyn przekonana, że na okładce widnieje dama z wachlarzem...O.O Co tym dziwniejsze, że książkę miałam w rękach.

    Miałam przeczytać, ale chyba zrezygnuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moreni, zabiłaś mnie tą damą z wachlarzem. ^^

      Z pewnością znajdziesz ciekawszą i lepiej napisaną książkę niż ta.

      Usuń

Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy chamskich, rasistowskich itp. bez względu na to czy są podpisane czy anonimowe.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...